Każdy meloman na całym świecie potrafi powiedzieć kto jest określany mianem króla walca – oczywiście Johann Strauss – syn. Jednak liczba mnoga w tytule sugeruje, że było ich co najmniej dwóch, a może nawet trzech.
Dynastia Straussów zaczyna się od ojca – również Johanna I określanego tak dla uniknięcia nieporozumień.
Już od dzieciństwa Johann I przysłuchiwał się muzykowaniu tzw.Bratlgeigern, którzy przygrywali na skrzypcach gościom w karczmie jego ojca. Przeznaczony przez ojca do zawodu introligatora bardzo szybko stwierdził, że to nie jego fach i poświęcił się całkowicie muzyce.
Kiedy przyjechał do Wiednia udał się do skrzypka nazwiskiem Polischansky, który wprowadzał młodego Johanna w arkana gry na tym instrumencie. Był to jedyny jego nauczyciel, poza tym wszystkiego nauczył go Wiedeń.
W 1819 roku Johann Strauss I poznał o trzy lata starszego od siebie Josepha Lannera, z którym bardzo szybko się zaprzyjaźnił i przez sześć lat grał w jego orkiestrze na... altówce.
W niezwykle krótkim czasie orkiestra zdobyła wysoką pozycję i zapraszana była do największych i najbardziej ekskluzywnych lokali w Wiedniu. Nie mogąc sprostać wielu zamówieniom Lanner zaczął dzielić swój zespół, jedną grupę powierzając J. Straussowi, który nie tylko grał już na skrzypcach, ale także dyrygował, a za namową Lannera zaczął również komponować.
Kiedy nadszedł czas wielkich sukcesów orkiestry, zaczęły się między przyjaciółmi pierwsze nieporozumienia – początkowo błahe, z czasem narastały do wielkich konfliktów. Miarka przepełniła się, kiedy Lanner otrzymał zaszczytny tytuł Dyrektora C.K. Balów Dworskich i to jego okrzyknięto w Wiedniu królem walca. Nie mogąc się z tym pogodzić Strauss założył własny zespół i od tej pory pracował już na swoje nazwisko.
Burzliwe to było rozstanie, ale Lanner był człowiekiem niezwykle łagodnym i szybko przebaczył przyjacielowi żegnając go okolicznościowym walcem Trennungswalzer (Rozstanie).
W tym też czasie (25 października 1825r.) przyszedł na świat pierworodny syn Johanna I – jako się rzekło również Johann. Jednak im większe sukcesy osiągał ojciec tym mniej czasu miał dla swojej rodziny, która powiększała się szybko i już wkrótce na świat przyszli: Joseph (1827r.), Anna (1829r.), Teresa (1831r.), Ferdynand (1834r.) i Edward (1835r.).
Trudno zatem dziwić się, że wracający nad ranem, zmęczony, choć szczęśliwy ojciec nie miał cierpliwości do tak licznej gromadki i cały ciężar wychowania spadł na matkę. Mały Johann od najmłodszych lat zdradzał duże zdolności muzyczne i początkowo nawet ojciec nie sprzeciwiał się jego nauce gry na fortepianie, chociaż kpił, że brzdąka bardzo nieudolnie.
Tak naprawdę jednak przeznaczył go do handlu twierdząc, że tam zrobi karierę.
W czasie, gdy zespół Johanna I-go wyruszył na podbicie Europy, Johann – syn pobierał potajemnie naukę kompozycji nie u nikogo innego, jak właśnie Josepha Lannera(!).Kiedy po powrocie z podróży koncertowej ojciec postanowił wyprowadzić się do swej długoletniej przyjaciółki (jego romans był już od dawna tajemnicą poliszynela !), dla Johanna – syna był to szczęśliwy zbieg okoliczności – nikt już nie mógł mu zabronić zajmować się tym, co było mu przeznaczone- MUZYKĄ !
W 1843 roku zmarł Joseph Lanner, o którym mówiono, że był mniej podziwiany niż Strauss, ale bardziej kochany i że jego walce były może mniej efektowne ale bardziej serdeczne. Powiadano też, że walce Straussa poruszały nogi, a walce Lannera – serca.
Od tej pory już tylko jedno nazwisko królowało w lokalach, na parkietach i estradach Wiednia – STRAUSS. Wkrótce okazało się, że Johann – syn szybko przerósł ojca i stał się rzeczywistym królem walca. Tak, jak niegdyś jego ojciec (po którym odziedziczył nie tylko talent ale także orkiestrę!), tak teraz on przyjmował niejednokrotnie po kilka propozycji grania na balach jednego wieczoru. Dzielił wtedy orkiestrę na kilka mniejszych zespołów i mknął fiakrem po ulicach Wiednia od jednej do drugiej sali, w każdej prowadząc jedynie po kilka utworów. Anonsowano je jako tzw. „Koncerty z krótkim występem gościnnym”.
Był to okres ciężkiej pracy dla Straussa, bo przecież trzeba pamiętać, że nie mógł zaniedbywać swych obowiązków u dworu cesarskiego. Dworskie bale miały dokładnie ustalone reguły, których należało bezwzględnie przestrzegać, jednocześnie trzymając się dokładnie określonego minutażu.
Tańce rozpoczynały się o 8.45 wieczorem i trwały do pierwszej w nocy. Ujęte były w dwa bloki taneczne oddzielone 45- minutową przerwą. Każdy blok złożony był z sześciu tańców oddzielonych od siebie 5-cio minutowymi przerwami w pierwszej części i 4-minutowymi w drugiej.
Pierwszy blok kończył się zwykle kotylionem, zaś drugi rozpoczynał białym walcem, do którego damy wybierały same partnerów.
W gorących dniach wiedeńskiego karnawału trudno było Johannowi podołać wszystkim obowiązkom. Tym bardziej, że właściciele wszystkich sal, w których odbywały się bale poczytywali sobie za obowiązek i zaszczyt sprowadzenia do siebie orkiestry pod dyrekcją tak znakomitego muzyka. Ponieważ jednak lekarze ostrzegali Straussa przed zbyt forsowną pracą i zalecali wyjazd na odpoczynek „do wód” coraz częściej myślał o podzieleniu obowiązków i znalezieniu godnego zastępcy, drugiego dyrygenta. Namówił więc młodszego brata – Josepha na objęcie tego stanowiska.
Niedługo po debiucie dyrygenckim Josepha, najmłodszy z braci Straussów – Edward rozpoczął karierę dyrygując własnym zespołem i jednocześnie grając na harfie.
Jak dotąd to jedyny ród muzyków, tak ściśle ze sobą współpracujących i utrzymujących ojcowskie dziedzictwo, a jednocześnie twórców, których polkom, galopom, kadrylom i walcom nikt jeszcze nie dorównał. Jaka szkoda, że dziś nie urządza się już karnawałowych zabaw z takim rozmachem, jak w XIX-wiecznym Wiedniu.
Na szczęście pozostała nam muzyka Straussów, której już samo słuchanie wprowadza w lekki, radosny, roztańczony nastrój.
Krystyna Swoboda